Czasem to tylko usiąść i właśnie co? Płakać? Póki co mam się drapać dalej. W swojej naiwności jeszcze zdarza mi się od czasu do czasu pójść na jakąś konsultację z wiarą, że akurat TEN jedyny zrobi co się tylko da. Kilkadziesiąt razy słyszałam: " Niestety nie potrafię Pani pomóc". Każde takie "nie potrafię" kosztowało sto, czasem sto pięćdziesiąt. Przecież jak się idzie do sklepu a czegoś nie ma nie płaci się za to. Nie było nikogo, kto powiedziałby: :" Nie udzielę Pani pomocy, nie wiem co to jest, nie wezmę pieniędzy". Wściekła na samą siebie mogę być, wściekła, że nie kupiłam dobrego samochodu, nie zafundowałam dziecku wakacji... etc.Tyle mnie to kosztowało. Wracając do tematu, nikt nigdy nie brał całościowo tego co mi jest. Każdy komponował chorobę w ramach swojej specjalizacji. Każde badanie kosztowało. Wierzyłam, równie naiwnie, że coś się znaleźć musi. Na początku mówiono mi, że są choroby, których objawy wyprzedzają potwierdzenie kliniczne. Tylko ile ja mam czekać na pojawienie się tej choroby tak aby można było ją przynajmniej nazwać? Udałam się do alergologa, nie nie dlatego, że sądziłam, że coś mu zaświata. Chciałam jakiś lek, który uśmierzy choć trochę świąd i może jakąś płukankę da, gardło mam oblepione, nie jestem w stanie tego odkrztusić. Leku nie dostanę, bo świąd wynika z choroby na którą choruję, rumień miałam jak ta lala. Nie powiem byłam tam całe 40 minut. Marnując czas swój i Pani doktor. Pani doktor napisała pięć różnych nazwisk.Ci, którzy nie potrafili pomóc czasem chociaż pisali karteczki namiarowe do tych, którzy może będą mogli pomóc. To taki łańcuszek. Tylko mnie już na to nie stać. Generalnie byłoby cudnie gdybym finalnie sama się zdiagnozowała. Byłby święty spokój ot co! Cały czas nad tym pracuję:) W nocy nie mogłam spać, bo tak bolały stopy. Dzień powitałam bólem mniejszym niż wczoraj. Popołudniu padłam. Szklankę schowałam do garnków, żeby miała porządną obstawę:)
Generalnie nie ma diagnozy, nie ma leczenia. Mogę wyć z bólu i wydrapać sobie dziurę w czole.
Jak mam iść do pracy? Będę wkładać zapałki, żeby nie usnąć. Przykleję długopis do ręki, a jak zjawi się klient zacznę się drapać i powiem : " Przepraszam idę sobie trochę podrapać"? Jak poleci z nosa to się uśmiechnę i dumnie obetrę krew z nosa? Nie wiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz